Rozmowa bardem - Łukasz Majewski



Rozmawiam z Łukaszem Majewskim. Pochodzący z Trójmiasta bard, poeta, muzyk, bajkopisarz, opowiadał o płytach, koncertach, festiwalach i koncertach.
Jesteśmy w Trójmieście, Łukasz Majewski, znany tutaj i nie tylko tutaj,bo w całej Polsce, bard, poeta, bajkopisarz. Życie to bajka, czy niebajka?


Zdecydowanie… bajka! Chociaż są momenty takie które pewnie w mojej twórczości głównie przebrzmiewają, że to życie nie jest bajką, natomiast to jest wszystko kwestia przerobienia pewnych rzeczy w swojej głowie. Stąd te piosenki, żebyśmy się przekonali, że mimo wszystko jest dobrze.

Czy piosenka „Niebajka” to takie pożegnanie z twórczością dziecięcą,

z twórczością dla dzieci, czy może odwrotnie raczej – przekornie? Wydaje mi się, że raczej pożegnanie, chociaż nie to było zamysłem tej piosenki. A pożegnanie z tego prostego powodu, że moje córki już są coraz większe i już nie te tematy, już nie te problemy, już nie te impulsy od nich przychodzą, które pozwoliłyby pisać bajki
dla dzieci. Natomiast sama „Niebajka” jest jakimś zwieńczeniem tej pierwszej mojej płyty też „Mężczyzna z zakolami”, czyli zderzenia się faceta po trzydziestce – teraz już po czterdziestce – z życiem. I tak jak mówiłem wcześniej, przerobieniem tego wszystkiego na jakieś piosenki, taką autoterapią.

Piszesz już od wielu lat – jak się zostaje bardem, pieśniarzem, poetą?

Tego, powiem szczerze, nie wiem, to tak ludzie oceniają… Czy ja jestem bardem, pieśniarzem, poetą? Kiedyś ktoś mówił, że poetą się bywa, a nie się jest… Nie wiem, no konsekwentnie chyba robienie swojego, tego co się gdzieś tam w sercu, w duszy gra, nie chodzenie za koniunkturami, nie, nie robienie czegoś na siłę – gdzieś to ludzie później doceniają. I takie właśnie przymiotniki, czy takie właśnie „przezwiska” człowiekowi dają jak bard, poeta. I chyba o to chodzi, by konsekwentnie robić to co się czuje.

Mieszkałeś na Zaspie, stąd ta piosenka?

Tak, „Ballada z widokiem na morze”, mieszkałem w dziesięciopiętrowym bloku, na piątym piętrze. W bezchmurne dni widać było morze… My wszyscy w Gdańsku wiemy, że to jest zatoka, ale ta historia tak mi się podoba, że sprzedaję ją w Polsce, że widać było morze.

Czy Trójmiasto to taki okręg, obszar specyficzny, w którym pisanie poezji, piosenek jest łatwiejsze niż gdzie indziej? Mówią, że Kraków, niektórzy, że Trójmiasto, inni, że Warszawa…

Pewnie każdy, jak trafi na podatny grunt, autor to w każdym mieście się odnajdzie, tak jak gdzieś tam historycznie Kraków jest literacko ukierunkowany, tak Warszawa zbierała, powiedzmy „śmietankę polską” również, ponieważ logistycznie była najłatwiejsza dla wykonawców, dla autorów – z Warszawy wszędzie jest blisko. Jak się śmiejemy, od nas z Gdańska żeby zagrać recital w górach to już jest wyprawa na przykład. Natomiast my w Gdańsku na pewno byliśmy otwarci na wszystkie nowinki przez to, że mieliśmy to okno na świat, którym było morze – ze statkami przypływały do nas nowości płytowe i przeróżne inne w pierwszej kolejności… i gdzieś, gdzieś to kształtowało nas, tę otwartość na, na, na… otwartość chyba na życie, na świat. W Gdańsku jest takim, takim, takim wyznacznikiem, może – nie wiem – taką naszą wizytówką…

No macie to szczęście, że pagórków, no może nie gór, ale właśnie pagórkóww Trójmieście nie brakuje…

A to prawda (uśmiech). Tutaj mamy krajobraz dość zróżnicowany … trochę za górami nam tęskno, ale tak jak w górach tęskno za morzem, tak nam tęskno za górami. Natomiast mamy tutaj i jeziora i lasy i morze i faktycznie jest tu bardzo przyjemnie na Pomorzu – zapraszam jeżeli ktoś jeszcze nie był, nie wierze w to, że ktoś nie był, ale może ktoś taki się znalazł, żeby koniecznie nasze rejony – Kaszuby i morze odwiedzić.

Znów wrócę do tego, co mówiliśmy na początku, czyli do tego, że bywa się poetą, bardem – niewątpliwie ty takim jesteś… W związku z powyższym, bywasz również częstym gościem różnego rodzaju przeglądów, festiwali, koncertów o takim właśnie muzyczno-poetyckim charakterze. Gdzie – jak do tej pory – grało ci się, czy grywało ci się najlepiej? Czy masz może jakiś ulubiony festiwal, przegląd?

Chyba z tymi festiwalami i przeglądami są takie do których wracam – to może zabrzmi dziwnie, bo wracam do nich teraz jako juror i to nie dlatego, że one mi się podobają, że wracam tam do nich jako juror tylko chyba zostałem tam jurorem przez to, że miałem pewien sentyment do tych festiwali. To są Wieczorne Nastroje w Kwidzynie, w których jest dość specyficzny sposób przeprowadzenia tego koncertu, ponieważ śpiewa się półrecitale, półgodzinne recitale, co dla wykonawców jest dużym sprawdzianem, jeżeli trzeba spójny materiał zrobić półgodzinny – nie wystarczą dwie, trzy piosenki, czy sześć piosenek wybranych gdzieś z głowy, tylko trzeba to przemyśleć i naprawdę ten półrecital zorganizować. Jest to Bazuna tutaj nasza pomorska, na której się powiedzmy wychowałem – to były pierwsze festiwale jak jeszcze folkowo-turystyczne piosenki śpiewałem i grywałem. I ta Bazuna też została, tam już od kilkunastu lat jest razem ze mną. Są, taki był kiedyś krakowski festiwal, było taką nobilitacją dostać się tam i i występować i było świetne spotkanie ludzi – ja bym nie chciał nikogo zranić, bo ja tych festiwali kilkadziesiąt w życiu przeżyłem i pewnie bym mógłbym jeszcze kilka takich wymienić, tak że może zróbmy TOP 3 a potem sobie pomyślmy kiedyś o … kiedyś porozmawiać.

Rozmawialiśmy o planach koncertowych. Nagrałeś niedawno recital w Polskim Radiu Gdańsk i krążą plotki, mewy roznoszą okoliczne na plaży, że z tego materiału, który został zapisany w Polskim Radiu ukaże się płyta.

Nie wiem czy to dobrze zrozumiałem, że to nasze tutaj sopockie mewki roznoszą, bo te mewki miały kiedyś inne trochę konotacje niż pewnie miałeś na myśli… Natomiast tak – jest materiał nagrany, natomiast to są plany na drugie półrocze tego roku. W najbliższym czasie już jestem na etapie miksowania i robienia okładek mojego najnowszego pomysłu, czyli płyty „Na prawo od Jiczyna”, która będzie zawierała jedenaście moich tłumaczeń autorskich mniej znanych folkarzy czeskich, takich, którzy nie są znani w Polsce, a w Czechach byli popularni lub są nadal popularni, zbierają tysiącowe widownie na swoich koncertach i ich tłumaczenia – mam nadzieję na początku drugiego kwartału – pojawi
się w sprzedaży.

Dziękuję za rozmowę

Z ostatniej chwili:
Płyta „Na prawo od Jiczyna” jest już w sprzedaży.

Grzegorz Adamczewski


 


 
 

Opublikowano: 07/12/2020

przez: Grzegorz Adamczewski

Wywiady